Od kilku tygodni w Rozwadowie panuje znikomy ruch towarowy, który spowodowany jest wieloma czynnikami, które postaram się przeanalizować:
PKP Cargo chwali się działaniami podjętymi działaniami celem uratowania firmy przez redukcję kosztów stałych i zyskiem 7,3 mln zł. Dobrze, ale mimo szczerych chęci „cukier w herbacie sam się nie wymiesza” i należy bezzwłocznie poprawić kilka pięt achillesowych firmy:
1) zmniejszyć ceny za przewóz towarów, które są kosmiczne! Ten pierwszy punkt poważnie zniechęca potencjalnych klientów do korzystania z usług PKP Cargo.
2) uprościć do minimum procedury związane z nadawaniem przesyłek koleją. Aktualnie, aby nadać wagon lub lokomotywę na zimno. Należy udać się do wielu miejsc w firmie i wypełnić złożoną dokumentację przewozu. To wiąże się z stratą bezcennego czasu, nerwami i złożoną niepotrzebną biurokracją.
3) usprawnić system przewozu przesyłek drobnicowych, które notorycznie przyjeżdżają z mocnym poślizgiem. Ten problem jest szczególnie dotkliwy, gdy przesyłka potrzebna jest kontrahentowi w ściśle określonym terminie i mimo zapewnień nie przyjeżdża planowo. Firma zlecająca przewóz jest narażona na straty, a PKP Cargo staje się w jej oczach niewiarygodny.
4) zmniejszyć do minimum administrację biurową, która w wielu przypadkach jest zupełnie zbędna i powoduje duże obciążenie finansowe dla firmy.
Warto zwrócić uwagę czy warto było złomować tyle lokomotyw? Moim zdaniem nie, ponieważ część niepotrzebnego taboru można było sprzedać na wolnym rynku za całkiem dobre pieniądze. Z pozyskanego z tego źródła dochodu, można wymienić przynajmniej częściowo na nowo park już nie najmłodszych lokomotyw i znacząco zmniejszyć koszty towarzyszące przy eksploatacji i ruchu tych maszyn.
Sprzedane na wolnym rynku lokomotywy nie będą jeździły wiecznie w trakcji prywatnych przewoźników, a ich fizyczna kasacja przez PKP Cargo to kolejne koszty.

Pierwsza od miesiąca zdawka z HSW